Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
Główna Kwatera Harcerzy
ul. Litewska 11/13
00-589 Warszawa
tel.: 22 629-12-39  e-mail: gkh@zhr.pl


1pro

Ostatni Świadkowie
Wiara.zhr.pl

o. hm. Jerzy Świerkowski SJ odszedł na wieczną wartę...

Wtorek, 20 stycznia 2015

o. hm. Jerzy Świerkowski SJ odszedł na wieczną wartę...

Wieczorem, 19 stycznia 2015 r., po g. 22.30 zmarł w kolegium jezuitów w Warszawie - o. Jerzy Świerkowski SJ. 

Odszedł do Pana w 79. roku życia, w 51 r. powołania zakonnego i 44. kapłaństwa.

Dziękując Bogu za życie naszego Druha i Brata, polecajmy śp. ojca Jerzego Miłosiernemu Panu.

Harcerzem był od 17 lat. Harcmistrz, honorowy Kapelan Okręgu Mazowieckiego, czynny instruktor do ostatniego dnia życia. 27 grudnia zaśpiewaliśmy razem Modlitwę Harcerską po mszy u jego łóżka.

Pogrzeb śp. o. Jerzego rozpocznie się Mszą św. pod przewodnictwem kard. Kazimierza Nycza w piątek 23 stycznia o godz. 10.30 w Sanktuarium Andrzeja Boboli na Rakowieckiej w Warszawie. Bezpośrednio po mszy udamy się na Powązki (cywilne).

 

 



Ojciec Jerzy Świerkowski, dla większości z nas Jurek lub Padre, nasz druh i przyjaciel, odszedł na wieczna wartę 19 stycznia 2015 roku. Miał 79 lat, więc długie i spełnione życie, ktoś by powiedział, a jednak, łza się w oku kręci i żal przyjaciela. Co mogę o nim powiedzieć?

 Gdy pierwszy raz go spotkałem, w Duszpasterstwie Akademickim Jezuitów w Gdańsku- Wrzeszczu w grudniu 1986 roku, rzucił mi się na szyje brodaty ksiądz w czarnej sutannie i powiedział mi, ze będę jezuita. Pewnie wielu z Was tego doświadczyło;-). Miał wtedy 50 lat, całkiem czarne włosy i imponująca brodę. Był bardzo dobrym duszpasterzem, oddanym swoim studentom, także podczas studenckich strajków w 1988 roku i wcześniej w Lublinie. Był tez znany ze swej troski o sprawy doczesne, pierwsza rzeczą, która zrobił w duszpasterstwie to zlikwidował biuro i przebudował je na kuchnię. Karmił nas naleśnikami, ale też strawą duchową, rekolekcjami, oraz wspaniałymi gośćmi, którzy co czwartek formowali nas intelektualnie w tym ciemnym, komunistycznym czasie. W Gdańsku służył do połowy lat 90-tych, a stamtąd przeniósł się do Warszawy, najpierw na Świętojańską, gdzie posługiwał w konfesjonale, no i oczywiście harcerzom, potem, i do końca, na Rakowieckiej, w Kolegium Jezuickim przy Sanktuarium Św. Andrzeja Boboli.

 Jerzy urodził się, jak to mówił przez przypadek, w Poznaniu, ale rodzice poznali się w Wilnie, gdyż jego mama stamtąd pochodziła. Zawsze czuł się Wilniukiem. Mówił, że wszystko co dobre ma z Wilna. W późniejszych latach organizował zbiórki pieniężne na pomoc harcerzom na Wileńszczyźnie. Po urodzeniu razem z rodziną mieszkał w Warszawie, w czasie Powstania schroniła się pod miastem. Miał jedną siostrę. Jerzy, uczył się, potem studiował i był absolwentem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Magisterium traktowało o ogrodnictwie, o różach. Potem parę lat pracował w instytucie ogrodnictwa, ale był bardzo aktywny w duszpasterstwie akademickim jezuitów przy Rakowieckiej, gdzie posługiwał bardzo wtedy znany ojciec Józef Majkowski. Jego złote myśli cytował Jurek także harcerzom.

 Po kilku krótkich latach pracy, mając 28 lat wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Kaliszu w 1964 roku. Po studiach w Krakowie i w Warszawie został wyświęcony na kapłana w 1971 roku. Potem pracował krótko w Szczecinie, długo w DA na KUL w Lublinie, a potem w Gdańsku-Wrzeszczu od 1986r.

Jego drugą pasją duszpasterską były pielgrzymki piesze. Najpierw sam pielgrzymował z Warszawy w latach 70-tych, potem w Lublinie założył i prowadził „9” od początku lat 80-tych, w Gdańsku Grupę Białą przez 6 lat od 1988 roku. Wreszcie, stał się duchowym założycielem Grupy Szarej w ramach Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitarnej, która rozpoczęła swą wędrówkę w 1998 roku i kontynuuje do dziś jako grupa harcersko-jezuicka.

Wreszcie harcerstwo – ostatnia i największa pasja. Jako harcerz-student, wtedy Ruchu Harcerskiego, rozmawiałem z Jerzym wiele razy o mojej pasji i służbie, od 1986 r.. Zajęło mu to 10 lat przemyśleń, gdy pewnego dnia, gdy był już po 60-tce, powiedział, że chciałby zostać harcerzem. Nie wierzyłem. Ale byłem małej wiary, bo po przejściu całej próby w lipcu 1999 roku, złożył Przyrzeczenie Harcerskie w ZHR nad jez. Aszaryn, na Suwalszczyźnie, niedaleko granicy z Litwą, na zgrupowaniu m.in. grochowskich 18-tek. Składał je po pas w wodzie, gdyż przy brzegu podtopiła się łódź, którą miał płyną do ogniska na środku akwenu. Był pewien, że to część próby. Potem przeszedł całą harcerską drogę, każdy stopień z pełną próbą, zarówno harcerski, jak i instruktorski. Opiekunem jego próby harcmistrzowskiej był śp. hm. Konrad Obrębski… W harcerskim czasie był, choć nieraz na wózku, i na Białych Służbach, włącznie z beatyfikacją Jana Pawła II w Rzymie, na pielgrzymkach grupy Szarej, Duszochwatach – obozowych rekolekcjach, Zlotach itd. Pełnił funkcję Kapelana Okręgu Mazowieckiego ZHR, potem został Kapelanem Honorowym Okręgu. Był wiele lat członkiem i gospodarzem Kapituły Harcerza Rzeczpospolitej Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy ZHR. Był zaprzyjaźniony z wieloma środowiskami, warto wymienić Zielonkę i Wileńszczyznę, którym mocno służył mimo braku sił. Był wielkim przyjacielem kapelanów i seminarzystów. Był harcerzem całym życiem, do końca i całym sercem. Zawsze w mundurze, nawet na niekorzyść sutanny, propagował harcerską drogę wszędzie. Harcerstwo go odmłodziło, był z najmłodszymi nawet harcerzami po imieniu. Nie zważał na to co ludzie czy współbracia powiedzą o jego pasji. To co robił, robił na 100%. I dzięki temu był autentyczny i przyciągał do siebie jako druh i przyjaciel. I za to jesteśmy mu bardzo wdzięczni.

A teraz na wiecznej warcie będzie czekał na nas razem z Jezusem, w którego Towarzystwie tyle lat służył na ziemi.

 Kopenhaga, 20.01.2015
o. hm. Michał Gutkowski SJ


 

 

Ojciec Jerzy Świerkowski, dla większości z nas Jurek lub Padre, nasz druh i przyjaciel, odszedł
na wieczna wartę 19 stycznia 2015 roku. Miał 79 lat, więc długie i spełnione życie, ktoś by 
powiedział, a jednak, łza się w oku kręci i żal przyjaciela. Co mogę o nim powiedzieć?
Gdy pierwszy raz go spotkałem, w Duszpasterstwie Akademickim Jezuitów w Gdańsku-
Wrzeszczu w grudniu 1986 roku, rzucił mi się na szyje brodaty ksiądz w czarnej sutannie i 
powiedział mi, ze będę jezuita. Pewnie wielu z Was tego doświadczyło;-). Miał wtedy 50 lat, 
całkiem czarne włosy i imponująca brodę. Był bardzo dobrym duszpasterzem, oddanym swoim 
studentom, także podczas studenckich strajków w 1988 roku i wcześniej w Lublinie. Był tez 
znany ze swej troski o sprawy doczesne, pierwsza rzeczą, która zrobił w duszpasterstwie to 
zlikwidował biuro i przebudował je na kuchnię. Karmił nas naleśnikami, ale też strawą duchową, 
rekolekcjami, oraz wspaniałymi gośćmi, którzy co czwartek formowali nas intelektualnie w tym 
ciemnym, komunistycznym czasie. W Gdańsku służył do połowy lat 90-tych, a stamtąd przeniósł 
się do Warszawy, najpierw na Świętojańską, gdzie posługiwał w konfesjonale, no i oczywiście 
harcerzom, potem, i do końca, na Rakowieckiej, w Kolegium Jezuickim przy Sanktuarium Św. 
Andrzeja Boboli.
Jerzy urodził się, jak to mówił przez przypadek, w Poznaniu, ale rodzice poznali się w Wilnie, 
gdyż jego mama stamtąd pochodziła. Zawsze czuł się Wilniukiem. Mówił, że wszystko co dobre 
ma z Wilna. W późniejszych latach organizował zbiórki pieniężne na pomoc harcerzom na 
Wileńszczyźnie. Po urodzeniu razem z rodziną mieszkał w Warszawie, w czasie Powstania 
schroniła się pod miastem. Miał jedną siostrę. Jerzy, uczył się, potem studiował i był 
absolwentem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Magisterium traktowało 
o ogrodnictwie, o różach. Potem parę lat pracował w instytucie ogrodnictwa, ale był bardzo 
aktywny w duszpasterstwie akademickim jezuitów przy Rakowieckiej, gdzie posługiwał bardzo 
wtedy znany ojciec Józef Majkowski. Jego złote myśli cytował Jurek także harcerzom.
Po kilku krótkich latach pracy, mając 28 lat wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w 
Kaliszu w 1964 roku. Po studiach w Krakowie i w Warszawie został wyświęcony na kapłana w 
1971 roku. Potem pracował krótko w Szczecinie, długo w DA na KUL w Lublinie, a potem w 
Gdańsku-Wrzeszczu od 1986r.
Jego drugą pasją duszpasterską były pielgrzymki piesze. Najpierw sam pielgrzymował z 
Warszawy w latach 70-tych, potem w Lublinie założył i prowadził „9” od początku lat 80-tych, w 
Gdańsku Grupę Białą przez 6 lat od 1988 roku. Wreszcie, stał się duchowym założycielem Grupy 
Szarej w ramach Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitarnej, która rozpoczęła swą 
wędrówkę w 1998 roku i kontynuuje do dziś jako grupa harcersko-jezuicka.
Wreszcie harcerstwo – ostatnia i największa pasja. Jako harcerz-student, wtedy Ruchu 
Harcerskiego, rozmawiałem z Jerzym wiele razy o mojej pasji i służbie, od 1986 r.. Zajęło mu to 
10 lat przemyśleń, gdy pewnego dnia, gdy był już po 60-tce, powiedział, że chciałby zostać 
harcerzem. Nie wierzyłem. Ale byłem małej wiary, bo po przejściu całej próby w lipcu 1999 
roku, złożył Przyrzeczenie Harcerskie w ZHR nad jez. Aszaryn, na Suwalszczyźnie, niedaleko 
granicy z Litwą, na zgrupowaniu m.in. grochowskich 18-tek. Składał je po pas w wodzie, gdyż 
przy brzegu podtopiła się łódź, którą miał płyną do ogniska na środku akwenu. Był pewien, że to 
część próby. Potem przeszedł całą harcerską drogę, każdy stopień z pełną próbą, zarówno 
harcerski, jak i instruktorski. Opiekunem jego próby harcmistrzowskiej był śp. hm. Konrad 
Obrębski… W harcerskim czasie był, choć nieraz na wózku, i na Białych Służbach, włącznie z 
beatyfikacją Jana Pawła II w Rzymie, na pielgrzymkach grupy Szarej, Duszochwatach – 
obozowych rekolekcjach, Zlotach itd. Pełnił funkcję Kapelana Okręgu Mazowieckiego ZHR, 
potem został Kapelanem Honorowym Okręgu. Był wiele lat członkiem i gospodarzem Kapituły 
Harcerza Rzeczpospolitej Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy ZHR. Był zaprzyjaźniony z 
wieloma środowiskami, warto wymienić Zielonkę i Wileńszczyznę, którym mocno służył mimo 
braku sił. Był wielkim przyjacielem kapelanów i seminarzystów. Był harcerzem całym życiem, 
do końca i całym sercem. Zawsze w mundurze, nawet na niekorzyść sutanny, propagował 
harcerską drogę wszędzie. Harcerstwo go odmłodziło, był z najmłodszymi nawet harcerzami po 
imieniu. Nie zważał na to co ludzie czy współbracia powiedzą o jego pasji. To co robił, robił na 
100%. I dzięki temu był autentyczny i przyciągał do siebie jako druh i przyjaciel. I za to jesteśmy 
mu bardzo wdzięczni.
A teraz na wiecznej warcie będzie czekał na nas razem z Jezusem, w którego Towarzystwie tyle 
lat służył na ziemi.
Kopenhaga, 20.01.2015
o. hm. Michał Gutkowski SJ